"Zawsze jest coś czego nie powinno być" Hemingway
Plagiat, piractwo – ostatnio są to
bardzo popularne tematy. Właśnie na plagiacie opiera się fabuła
filmu „Między wierszami”. Film miał aspiracje do bycia wielkim
dramatem, ale moim zdaniem jest kolejnym przyjemnym filmem na zimowe
wieczory.
Wszystko oparte jest na bardzo prostej
fabule: Rory Jansen (Bradley Cooper) szuka swojej szansy na przebicie
się, jako pisarz. Znajduje ją w aktówce kupionej w Paryżu.
Przepisuje znaleziony maszynopis, wydaje go, staje się bogaty. A
później poznaje prawdziwego autora. Wszystko to poznajemy z ust
Claya Hammonda (Dennis Quaid), który opisał to w swojej książce.
Brian Klugman i Lee Sternthal, którzy
wyreżyserowali oraz sami napisali scenariusz, starali się za
bardzo, żeby film był mądry i głęboki. Przez co nie spełnił,
ani jednego z tych założeń. „Między Wierszami” jest po prostu
przyjemy.
Wszystko to bazuje na znanej historii o
rękopisach Hemingwaya, które zgubiła jego pierwsza żona, w
aktówce, w pociągu w Paryżu. Oczywiście autorzy w czasie filmu o
tym nie wspominają, ale łatwo dostrzec tę analogię. Nawet w
postaci Starca (Jeremy Irons), który jest autorem powieści, który
wypełnia pisarską zasadę Hemingwaya: pisz tylko o tym, co sam
przeżyłeś.
Kiedy Rory spotyka Starca widzimy jak
zaczynają dręczyć go wyrzuty sumienia. Widzimy ile problemów
sprawia mu, świadomość, że to prawdziwa historia oryginalnego
autora książki. Wydaje się, że dopiero po zetknięciu z prawdą Rory rozumie co zrobił. Zaczynają się jego problemy z żoną, ale co z
tego wniknie dowiecie się tylko oglądając film.
Abstrahując od tego, że Cooper to nie
jedyna postać w filmie, „Między Wierszami” to stanowczo tylko
jego film. Nie chcę, powiedzieć, że to jego film życia, ale że
zawładnął go w całości. Nawet pomimo innych świetnych aktorów
grających razem z nim.
A mówiąc o aktorach nie mogę nie
pochwalić Jeremiego Irons, który uratował w dużej mierze ten
film. W swojej roli Starca była bardzo autentyczny i za to należy
się mu uznanie. Warto, też wymienić, że w filmie grała Olivia Wild (znana z serialu „Doktor House” jako 13) oraz Ben
Bernes (znany z „Opowieści z Narnii” jako Książę Kaspian).
Warto, też zwrócić uwagę na
zdjęcia, którymi film zachwyca. Widzimy piękny plener za plenerem,
kamera zawsze jest tam gdzie powinna. Za to możemy podziękować
Antoniowi Calvache, który był odpowiedzialny za zdjęcia oraz
Leslie Jones, odpowiadającej za montaż.
Pomimo minusów, film jest przyjemy i
miły do oglądania. Nie nudzi, a może zaskoczyć i wciągnąć. Ja
na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę, chociażby dla tych
pięknych zdjęć.
7/10
Recenzje możecie znaleźć tutaj: http://paradoks.net.pl/read/23268
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.