piątek, 7 marca 2014

Między słowami/The Words (2012)

"Zawsze jest coś czego nie powinno być" Hemingway 


Plagiat, piractwo – ostatnio są to bardzo popularne tematy. Właśnie na plagiacie opiera się fabuła filmu „Między wierszami”. Film miał aspiracje do bycia wielkim dramatem, ale moim zdaniem jest kolejnym przyjemnym filmem na zimowe wieczory.

Wszystko oparte jest na bardzo prostej fabule: Rory Jansen (Bradley Cooper) szuka swojej szansy na przebicie się, jako pisarz. Znajduje ją w aktówce kupionej w Paryżu. Przepisuje znaleziony maszynopis, wydaje go, staje się bogaty. A później poznaje prawdziwego autora. Wszystko to poznajemy z ust Claya Hammonda (Dennis Quaid), który opisał to w swojej książce.

Brian Klugman i Lee Sternthal, którzy wyreżyserowali oraz sami napisali scenariusz, starali się za bardzo, żeby film był mądry i głęboki. Przez co nie spełnił, ani jednego z tych założeń. „Między Wierszami” jest po prostu przyjemy.

Wszystko to bazuje na znanej historii o rękopisach Hemingwaya, które zgubiła jego pierwsza żona, w aktówce, w pociągu w Paryżu. Oczywiście autorzy w czasie filmu o tym nie wspominają, ale łatwo dostrzec tę analogię. Nawet w postaci Starca (Jeremy Irons), który jest autorem powieści, który wypełnia pisarską zasadę Hemingwaya: pisz tylko o tym, co sam przeżyłeś.

Kiedy Rory spotyka Starca widzimy jak zaczynają dręczyć go wyrzuty sumienia. Widzimy ile problemów
sprawia mu, świadomość, że to prawdziwa historia oryginalnego autora książki. Wydaje się, że dopiero po zetknięciu z prawdą Rory rozumie co zrobił. Zaczynają się jego problemy z żoną, ale co z tego wniknie dowiecie się tylko oglądając film.

Abstrahując od tego, że Cooper to nie jedyna postać w filmie, „Między Wierszami” to stanowczo tylko jego film. Nie chcę, powiedzieć, że to jego film życia, ale że zawładnął go w całości. Nawet pomimo innych świetnych aktorów grających razem z nim.

A mówiąc o aktorach nie mogę nie pochwalić Jeremiego Irons, który uratował w dużej mierze ten film. W swojej roli Starca była bardzo autentyczny i za to należy się mu uznanie. Warto, też wymienić, że w filmie grała Olivia Wild (znana z serialu „Doktor House” jako 13) oraz Ben Bernes (znany z „Opowieści z Narnii” jako Książę Kaspian).

Warto, też zwrócić uwagę na zdjęcia, którymi film zachwyca. Widzimy piękny plener za plenerem, kamera zawsze jest tam gdzie powinna. Za to możemy podziękować Antoniowi Calvache, który był odpowiedzialny za zdjęcia oraz Leslie Jones, odpowiadającej za montaż.

Pomimo minusów, film jest przyjemy i miły do oglądania. Nie nudzi, a może zaskoczyć i wciągnąć. Ja na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę, chociażby dla tych pięknych zdjęć.


7/10


Recenzje możecie znaleźć tutaj: http://paradoks.net.pl/read/23268

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.